niedziela, 10 sierpnia 2014

Ja Nic

Ja ćma
Złakniona ciepła


Lecę...


Pieszczona językiem ognia
Zniewolona tańcem


Spadam...


Ja ćma
Bez szarych skrzydeł


Płonę...


Ja proch
Szary dym


Ja nic
Ofiara ognistego romansu


Odpływam...


Nie ma mnie
Nie ma
Nie...

Porządkowanie

Spakowałam swe wspomnienia
W szare pudła z łez...
Pochowam je na strychu, głęboko, daleko gdzieś...


Poukładam Twe spojrzenia, jedno po drugim
Niczym fotografie, czasy zaklęte
Pochowam je na strychu, gdzieś w kącie, na dnie...


I Ciebie schowam gdzieś,
Lecz nie wiem, gdzie... w sercu wiele zająłeś miejsca.
Dla Ciebie, na strychu, kąta za mało...


Wciąż za mało...

Melancholia

Serca suchoty
Duszy piekotę
Ty, maro budzisz


Me życie studzisz
Nie perłą
A cierniem wysłane


Coż to za zmora
Duszy potwora?
Czy płacz ustanie?


To melancholia
Melancholia o Tobie
Kochanie...

Odbite w Jego oczach

Jak wielki jesteś, świecie?
Dokąd sięgają Twoje granice?
Czy można objąć Ciebie dłonią?
Zaprowadź mnie w głąb ciszy...


Zawiedź do bram szczęścia,
Gdzie czterolistna koniczyna
Różowym kwiatem kwitnie.
Pokaż, jak dzień się zaczyna...


Nieprawda!
Świat jest niewielki.
Zamknięty.
Ograniczony.


Tak...
Światem może być światło
Odbite w Jego oczach.

Marionetka

Jest taka siła, która za sznurki losu pociąga
Ta siła, która ludzkim czynem manewruje
W jej dłoni człowiek niczym lalka drewniana
W rytm sznurka drewnianą nogą postukuje...
Drewniane oczy, drewniane usta
I dłonie takie drewniane
Uczucia drzewne, uczucia twarde
Uczucia niepokonane...
Drewniane oko spod sznurka łypie
Na drzewne krajobrazy
Drzewne jeziora, i żaba drzewna
I niebo... takie drewniane
Drewniana chmura wisi nad nami
Pada drewniany deszcz...
Drewniany piorun błyska nad światem
Drewniany poczujesz dreszcz...
I światła latarni takie drewniane
Tak ledwo tlące się...
Gołębie w parku karmi dziewczyna
Jej blask zaginął gdzieś...
Drewniana noc okryła skrzydłem
Drewniane jej oblicze
Zasnęła tam, drewnianym snem...
Powstanie... drzewnym świtem...

Kamień

Kamień...
Boski twór

Jakaż to dziwna istota...
Czarna, szara, bez cienia żywota.
Rzucona zawzięcie milczy,
Zniewagi nie wypowie,
Gdy na dno jeziora
Ciska nim prosty człowiek.


Kamień to twór przedziwny.
W dziwactwie swym doskonały.
Przeróżne są kamienie,
Niespamiętane kształty
Faktury
Rozmiary...


Bywają dumnie okrągłe.
Czasem groźne, zbrojne w ostre boki.
Są i takie najmniejsze,
Spowite przez młodą gładkość...


Jedyna w nich rzecz niezmienna,
Jedyna niedoskonała,
Rzecz wielka, choć tak mała,
Kamienna ciepłota ciała.


Lecz jest taki kamień
Jedyny na świecie,
Którego nikt pokonać nie zdoła...


Kamieniem...
Kamieniem może...
Może to złudzenie.
A może ludzkie serce?...

Kolorowa śmierć

Podążałeś ku wschodowi słońca,
W swych dłoniach trzymałeś jej dłoń.
Jej strach łagodził Twój uśmiech i Twego głosu ton.


I tak wędrowałeś do celu, gdy...


Rozwidlenie dróg napotkałeś.
Po jednej stronie deszcz,
Po drugiej tęczę na niebie widziałeś.


A ona kochała deszcz...


Ty pokochałeś tęczę
W pogoni za kolorami, puściłeś jej drobne ręce
Otulając wspomnieniami.


Na rozstaju dróg...


Zapominając, że
Bez deszczu, tęcze umierają...